Rozdział 2
Dumnym krokiem, ruszyłam na scenę,
gdzie siedzieli moi przyszli mentorzy. Kiedy już stałam na górze,
z niecierpliwością czekam na dalszy przebieg zdarzeń. Po dłuższej
chwili wpatrywania się w tłum w końcu zauważyłam, Phila
wychodzącego z zbiorowiska starszych chłopaków. Jego mina była
obojętna i zmieszana. Powoli wdrapywał się po schodach, kiedy
jeden z chłopców, podniósł rękę i krzyknął: - Zgłaszam się
na trybuta ! - Szybkim i zdecydowanym krokiem wbiegł na scenę.
Skinął na Phila i kazał mu wrócić do grupy. Długo wpatrywałam
się w brata, ponownie zajmującego swoje miejsce. Patrzyłam na
Charliego, który nadal nie rozumiał co przed chwilką zaszło.
Patrzyłam na bliźniaczki, płakały posłałam, im ciepły uśmiech.
W naszym dystrykcie chyba, jednak nikogo z dorosłych nie zdziwił
taki przebieg zdarzeń, zawodowcy tak inne dystrykty nazywają nas,
trybutów mają, to w sobie, że lubią zgłaszać się na
ochotników. Ale nadal nie rozumiałam, czemu akurat chłopak, który
zobaczyłam pierwszy raz w życiu, którego kompletnie nie znamy
postanowił oddać życie i wziąć udział w głodowych igrzyskach.
Jednak w duchu jestem szczęśliwa, że nie muszę walczyć z własną
rodziną.
- A, więc jak nazywa się nowy trybut ? - Zapytał Albus.
- Saimon Lottery, lat szesnaście.
-A, więc panie i panowie, trybutami siedemdziesiątych drugich igrzysk jest Saimon Lottery i Shilry Sulivan !!
Po zakończonych dożynkach, zabrali nas do dwóch różnych pokoi, gdzie mieliśmy czas pożegnać się z bliskimi. Pomieszczenie, w którym siedziałam i czekałam na pierwszą wizytę, było małe i ciasne. Mieściło tylko dwie, czarne kanapy i ławę, na której stały pomarańczowe kwiaty. Ścinany były szare, podłogi wyłożona panelami. Z okna był widok, na plac przed pałacem sprawiedliwości, w którym właśnie się znajdowałam. Wpatrywałam się w rozchodzący tłum, gdy nagle do pokoju wkroczył pierwszy gość.
- Shilrey.
- Tom ?
- Może.. nie jestem przykładnym ojcem, ale to dla ciebie ważne. I pamiętaj nie daj się zabić !
- Nie dam ! - Powiedziałam sucho, takie rady są mi nie potrzebne i w niczym mi nie pomogą .
- To.. ten, no może do zobaczenia kiedyś.
- Do zobaczenia. - . To jest właśnie ojciec na medal, nadal nie mogę w to uwierzyć , to był nasz pierwszy dialog, w którym ani razu mnie nie uderzył. Podczas naszej rozmowy, w ogóle nie odwracam się w jego stronę, nadal wyglądałam przez brudne okno. Wcale nie miałam ochotę na rozmowę z kimś kogo nawet nie ruszyło, że jego własna córką idzie na śmierć.
- A, więc jak nazywa się nowy trybut ? - Zapytał Albus.
- Saimon Lottery, lat szesnaście.
-A, więc panie i panowie, trybutami siedemdziesiątych drugich igrzysk jest Saimon Lottery i Shilry Sulivan !!
Po zakończonych dożynkach, zabrali nas do dwóch różnych pokoi, gdzie mieliśmy czas pożegnać się z bliskimi. Pomieszczenie, w którym siedziałam i czekałam na pierwszą wizytę, było małe i ciasne. Mieściło tylko dwie, czarne kanapy i ławę, na której stały pomarańczowe kwiaty. Ścinany były szare, podłogi wyłożona panelami. Z okna był widok, na plac przed pałacem sprawiedliwości, w którym właśnie się znajdowałam. Wpatrywałam się w rozchodzący tłum, gdy nagle do pokoju wkroczył pierwszy gość.
- Shilrey.
- Tom ?
- Może.. nie jestem przykładnym ojcem, ale to dla ciebie ważne. I pamiętaj nie daj się zabić !
- Nie dam ! - Powiedziałam sucho, takie rady są mi nie potrzebne i w niczym mi nie pomogą .
- To.. ten, no może do zobaczenia kiedyś.
- Do zobaczenia. - . To jest właśnie ojciec na medal, nadal nie mogę w to uwierzyć , to był nasz pierwszy dialog, w którym ani razu mnie nie uderzył. Podczas naszej rozmowy, w ogóle nie odwracam się w jego stronę, nadal wyglądałam przez brudne okno. Wcale nie miałam ochotę na rozmowę z kimś kogo nawet nie ruszyło, że jego własna córką idzie na śmierć.
Kolejnym gościem było, całe moje rodzeństwo – Viki, Kat, Charlie i Phil. Wszystkich po kolei przytuliłam, jednak nie mogłam powstrzymać łez. Będzie mi ich najbardziej brakowało, jedynie oni będą trzymali mnie przy życiu.
- Shiley, mam coś dla ciebie. Żebyś pamiętała o nas i o naszym dystrykcie. - Zaczął Charlie.
- Nie mogę, zabrać żadnego przedmiotu na arenę, przykro mi.
- Możesz, ale nie może, to być broń. Możesz mieć przedmiot symbolizujący i przypominający o twoim dystrykcie. - Kontynuował.
- Co, to takiego ? - Zapytałam z niecierpliwością.
- Bransoletka.
- I ona ma symbolizować nas dystrykt ? - Zapytałam niepewnie, nie ukrywałam zdziwienia.
- Tak, z jednej strony masz napisane dystrykt pierwszy, a z drugiej nasze imiona. - Wytłumacz Phil.
Zapięłam bransoletkę i jeszcze raz
pożegnałam się z wszystkimi osobno. Wyszłam z pokoju pierwsza,
wiedziałam, że nikt więcej już nie przyjdzie. Albus, Doloris i
Saimon już na mnie czekali. - Teraz, idziemy do samochodu
czekającego na placu. Dopiero w pociągu, pozwolę wam się przebrać
i zjemy posiłek. - Oznajmił Albus.
W samochodzie, powoli uspokoiłam się, łzy zanikały. Wierciłam się na siedzeniu i rozglądałam we wszystkie strony, żeby jak najlepiej zapamiętać jedynkę.
-Dlaczego, to zrobiłeś? -
Zapytałam Saimona.
- Bo nie mam nic do stracenia, a wiem
troszeczkę o waszej rodzinie.
- Postanowiłeś nam pomóc i co wież o naszej .. mojej rodzinie?
- Nie postanowiłem wam pomóc, nie wmawiaj sobie. Ojciec pijak, matka uciekła, a ty i twoje rodzeństwo samo wychowuje się przez tak wiele lat, pomimo że macie ojca u boku.
- Skąd wież ?
- Wszyscy wiedzą !
- Wszyscy ? - Zadawał, kolejne pytania.
- Czego nie rozumiesz w słowie WSZYSCY ?
- Rozumiem. - Odwróciłam się, kurczę już go nie lubię.
- Postanowiłeś nam pomóc i co wież o naszej .. mojej rodzinie?
- Nie postanowiłem wam pomóc, nie wmawiaj sobie. Ojciec pijak, matka uciekła, a ty i twoje rodzeństwo samo wychowuje się przez tak wiele lat, pomimo że macie ojca u boku.
- Skąd wież ?
- Wszyscy wiedzą !
- Wszyscy ? - Zadawał, kolejne pytania.
- Czego nie rozumiesz w słowie WSZYSCY ?
- Rozumiem. - Odwróciłam się, kurczę już go nie lubię.
-Zresztą pragnę udowodnić, kolegą i mojej dziewczynie że nie jestem sierotą, mam dosyć poniżania. Pokażę, kto to rządzi !
- To dość prymitywny sposób.
- A ty ? Dlaczego cieszysz się, że wylosowali właśnie Ciebie ?
- Bo chcę wygrać, udowodnić, że moja rodzina wcale nie jest taka zła, że nasz dystrykt jest jednym z lepszych. Ale Przede wszystkim, chcę zabrać moje rodzeństwo do wioski zwycięzców i zadbać o nich, tak aby nigdy niczego nam nie brakowało.
Resztę
drogi, aż na stację przesiedzimy w milczeniu. Przed nami jeszcze
długa, droga do przebycia. W końcu miałam chwilę, żeby móc
przyjrzeć się bliżej Saimonowi. Był wysokim i wysportowanym
chłopakiem, o krótkich brązowych włosach. Jego duże brązowe
oczy, przeszywały mnie od środka. Jego prawię idealną twarz
psuła rana pod okiem, ciągnąca się aż przez nos.
______________________________________________________
Heh nie mogę sie doczekać neksta :D
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością :D
Życzę weny :)
Pozdrawiam Clary :D
Bardzo fajny blog lecz troszeczkę za krótki :) Życzę ci weny na dalsze rozdziały. Będę tu wpadał często! :D
OdpowiedzUsuńHej ♥ Jestem pod wrażeniem postawy Toma :D Podoba mi się postać Saimona, jest ładnie zarysowana :) Co tu jeszcze, ach tak....czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością, jestem ciekawa dalszych postów :) Zapraszam do mnie i do komentowania moich notek samotnawyprawaginnyweasley.blogspot.com
OdpowiedzUsuńSuper rozdział :) czekam na następnym :33 Jak dodałaś obserwatorów ? ;___; nje mogę znaleźć xd Zapraszam do mnie ^^ http://streakofsleep.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńsuper :) co do zmian mogą być pozdrowienia :**
OdpowiedzUsuńDo tej pory uważałam Igrzyska Śmierci za... hmm... szczerze mówiąc głupotę. Ale to opowiadanie naprawdę mi się podoba :) Wciągnęłaś mnie, więc teraz oczekuję następnych rozdziałów :D Życzę dużo weny
OdpowiedzUsuńMoże się czepiam, ale dość mocno kłuje w oczy "wież", bo przecież nie o wieże chodzi, a o wiedzę, czyli powinno być "wiesz" ;) jeszcze rzuciło mi się w oczy "kolegą".
OdpowiedzUsuńHistoria podoba mi się, chętnie poczytam dalej :) Pozdrawiam
Lessiada