poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Hello ! 

Pojawiłam się niestety na blogu bez nowego rozdziału,  przepraszam,że tak dawno nic się nie pojawiło i na prawdę  nie wiemkiedy wrócę do pisania dalszych losów    wojowniczej Shirley. ;C

Przybywam do Was z reklamą bloga mojego autorstwa z   recenzjami filmów, zainteresowanych zapraszam! ;D 


    

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 3

Wszyscy siedzieliśmy już w pociągu pędzącym wprost do kapitolu. Zasiadaliśmy w jednym z przedziałów, na samym końcu pociągu.
W pomieszczeniu stał jeden, ogromny okrągły stół w rogu pokoju mieścił osobny stolik z przystawkami i wypchany różnymi trunkami kredens. Ściany okryte były, jasną niebieską tapetą w różowe róże, całość prezentowała się okropnie.

Mogliśmy jeść bez końca, jednak mój nawyk z domu mi na to nie pozwalał. Nigdy nie mogłam opychać się bez końca, więc i dzisiaj uważałam z jedzeniem. Przejedzenie, mogłoby się źle dla mnie skończyć. Mój brzuch nie jest przygotowany dla takie dogodności.
- Saimonie masz już jakieś propozycje, jak może wyglądać arena ? - Zapytał Albus, wpychając spory kawał brokuły do ust.
- Albusie, zachowuj się, tu siedzą damy. Zresztą, kiedy w końcu nauczysz się, że nie powinno mówić się z pełną buzią – Skarciła go Doloris, zresztą jak zawsze.
- Myślę, że ciekawym pomysłem byłby opuszczona wioska.
- A ty ? - Zapytał Saimon wpatrując się w moje dłonie.
- Góry, zimom.
- Oryginalne, nie ukrywam. - Nasze rozmowy przeciągały się i cały czas zmieniał temat.
- Kapitol ! - Przerwał, Albus. Podniosłam się z krzesła i niezdecydowanym krokiem podeszłam do okna. Na stacji, wyczekiwano naszego przybycia. Na nasze przywitanie, stawiło się mnóstwo mieszkańców. Każdy miał nadzwyczajne kolory włosów, nakrycia i ubrania. Podniosłam głowę do góry i z dumą spoglądałam na ludzi. Saimon wpatrywał cały czas w jeden punkt, nie okazując co czuje.

Pociąg powoli zwalniał, strażnicy zaprosili nas do wyjścia. Niepewnie, wyszłam z pojazdu, przywitał mnie gromki aplauz.
- Idź za mną ! - Zawoła do mnie, ten sam strażnik.
- Gdzie idziemy ? - Zapytał, niepewnie Saimon.
- Do ośrodka szkoleniowego. Jak sama nazwa mówi, tam będą odbywać się wszelkie szkolenia, będą pełnić również funkcję waszej kwatery. Oczywiście od czasu ... – Zaśmiał się Albus.
- W końcu, coś przyjemnego. Szkolenia, to coś, co mogę robić bez końca. - Ucieszył się Saimon.
- Yhym. - Przytaknęłam.

Wchodząc do ośrodka, pierwszą rzeczą jaką zauważyłam były potężne, bogate żyrandole ozdabiające białe sufity.
- Każdy dystrykt, ma swoje piętro. Tam będziecie spędzać każdą wolną, chwilę. A szkoelnia odbędą się w specjalnej sali. - Powiedziała Doloris.
- Gdzie teraz idziemy ? - Zapytałam.
- Na nasze piętro, poznacie waszych stylistów. Przygotują was do parady trybutów.

Po kolei weszliśmy do windy. Wielkie przezroczyste drzwi, zamknęły się, ruszyliśmy do góry.
Nasze piętro, w całości urządzone było nowocześnie. W dystrykcie, nawet nie byłeś w stanie o czymś takim myśleć Nie byłeś świadomy, luksusów tego miejsca. Każdy miał swój osobny pokój, ja z Saimonem w lewym skrzydle, a Doloris i Albus w prawym. Weszłam do swojego pokoju. Ściany miały ciemny kolory, na środku stało wielkie łóżko wodne. Na jednej ze ścian wisiało wielkie lustro, na przeciwnej znajdowało się okno, ukazując miasto. W rogu wisiał fioletowy fotel, pod, nim leżał futrzany dywan. Obok fotela, były drzwi do łazienki. Okazał się większa niż myślałam, na środku stała wielka wanna. Moje zwiedzanie przerwało pukanie do drzwi. Szybko poleciałam je otworzyć.
- Doloris i Albus wzywają do holu. Przyszli nasi styliści. - Powiedział Saimon, widocznie znudzony. 

________________________________________________

 KOMUNIKATY :  

 *Przede wszystkim chciałam Wam życzyć wesołych świąt i udanego nowego roku !  

*Mam do was pytanie, odnośnie ilości tekstu, czy niema go za mało ? Musze się przyznać, że mam bardzo dużo pomysłów, ale dotyczących walki na arenie. C;

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 2


Dumnym krokiem, ruszyłam na scenę, gdzie siedzieli moi przyszli mentorzy. Kiedy już stałam na górze, z niecierpliwością czekam na dalszy przebieg zdarzeń. Po dłuższej chwili wpatrywania się w tłum w końcu zauważyłam, Phila wychodzącego z zbiorowiska starszych chłopaków. Jego mina była obojętna i zmieszana. Powoli wdrapywał się po schodach, kiedy jeden z chłopców, podniósł rękę i krzyknął: - Zgłaszam się na trybuta ! - Szybkim i zdecydowanym krokiem wbiegł na scenę. Skinął na Phila i kazał mu wrócić do grupy. Długo wpatrywałam się w brata, ponownie zajmującego swoje miejsce. Patrzyłam na Charliego, który nadal nie rozumiał co przed chwilką zaszło. Patrzyłam na bliźniaczki, płakały posłałam, im ciepły uśmiech. W naszym dystrykcie chyba, jednak nikogo z dorosłych nie zdziwił taki przebieg zdarzeń, zawodowcy tak inne dystrykty nazywają nas, trybutów mają, to w sobie, że lubią zgłaszać się na ochotników. Ale nadal nie rozumiałam, czemu akurat chłopak, który zobaczyłam pierwszy raz w życiu, którego kompletnie nie znamy postanowił oddać życie i wziąć udział w głodowych igrzyskach. Jednak w duchu jestem szczęśliwa, że nie muszę walczyć z własną rodziną.
- A, więc jak nazywa się nowy trybut ? - Zapytał Albus.
- Saimon Lottery, lat szesnaście.
-A, więc panie i panowie, trybutami siedemdziesiątych drugich igrzysk jest Saimon Lottery i Shilry Sulivan !!

Po zakończonych dożynkach, zabrali nas do dwóch różnych pokoi, gdzie mieliśmy czas pożegnać się z bliskimi. Pomieszczenie, w którym siedziałam i czekałam na pierwszą wizytę, było małe i ciasne. Mieściło tylko dwie, czarne kanapy i ławę, na której stały pomarańczowe kwiaty. Ścinany były szare, podłogi wyłożona panelami. Z okna był widok, na plac przed pałacem sprawiedliwości, w którym właśnie się znajdowałam. Wpatrywałam się w rozchodzący tłum, gdy nagle do pokoju wkroczył pierwszy gość.
- Shilrey.
- Tom ?
- Może.. nie jestem przykładnym ojcem, ale to dla ciebie ważne. I pamiętaj nie daj się zabić !
- Nie dam ! - Powiedziałam sucho, takie rady są mi nie potrzebne i w niczym mi nie pomogą .
- To.. ten, no może do zobaczenia kiedyś.
- Do zobaczenia. - . To jest właśnie ojciec na medal, nadal nie mogę w to uwierzyć , to był nasz pierwszy dialog, w którym ani razu mnie nie uderzył. Podczas naszej rozmowy, w ogóle nie odwracam się w jego stronę, nadal wyglądałam przez brudne okno. Wcale nie miałam ochotę na rozmowę z kimś kogo nawet nie ruszyło, że jego własna córką idzie na śmierć.

Kolejnym gościem było, całe moje rodzeństwo – Viki, Kat, Charlie i Phil. Wszystkich po kolei przytuliłam, jednak nie mogłam powstrzymać łez. Będzie mi ich najbardziej brakowało, jedynie oni będą trzymali mnie przy życiu.
- Shiley, mam coś dla ciebie. Żebyś pamiętała o nas i o naszym dystrykcie. - Zaczął Charlie.
- Nie mogę, zabrać żadnego przedmiotu na arenę, przykro mi.
- Możesz, ale nie może, to być broń. Możesz mieć przedmiot symbolizujący i przypominający o twoim dystrykcie. - Kontynuował.
- Co, to takiego ? - Zapytałam z niecierpliwością.
- Bransoletka.
- I ona ma symbolizować nas dystrykt ? - Zapytałam niepewnie, nie ukrywałam zdziwienia.
- Tak, z jednej strony masz napisane dystrykt pierwszy, a z drugiej nasze imiona. - Wytłumacz Phil.

Zapięłam bransoletkę i jeszcze raz pożegnałam się z wszystkimi osobno. Wyszłam z pokoju pierwsza, wiedziałam, że nikt więcej już nie przyjdzie. Albus, Doloris i Saimon już na mnie czekali. - Teraz, idziemy do samochodu czekającego na placu. Dopiero w pociągu, pozwolę wam się przebrać i zjemy posiłek. - Oznajmił Albus.

W samochodzie, powoli uspokoiłam się, łzy zanikały. Wierciłam się na siedzeniu i rozglądałam we wszystkie strony, żeby jak najlepiej zapamiętać jedynkę.

-Dlaczego, to zrobiłeś? - Zapytałam Saimona.
- Bo nie mam nic do stracenia, a wiem troszeczkę o waszej rodzinie.
- Postanowiłeś nam pomóc i co wież o naszej .. mojej rodzinie?
- Nie postanowiłem wam pomóc, nie wmawiaj sobie. Ojciec pijak, matka uciekła, a ty i twoje rodzeństwo samo wychowuje się przez tak wiele lat, pomimo że macie ojca u boku.
- Skąd wież ?
- Wszyscy wiedzą !
- Wszyscy ? - Zadawał, kolejne pytania.
- Czego nie rozumiesz w słowie WSZYSCY ?
- Rozumiem. - Odwróciłam się, kurczę już go nie lubię.
 
-Zresztą pragnę udowodnić, kolegą i mojej dziewczynie że nie jestem sierotą, mam dosyć poniżania. Pokażę, kto to rządzi !
- To dość prymitywny sposób. 
- A ty ? Dlaczego cieszysz się, że wylosowali właśnie Ciebie ? 
- Bo chcę wygrać, udowodnić, że moja rodzina wcale nie jest taka zła, że nasz dystrykt jest jednym z lepszych. Ale Przede wszystkim, chcę zabrać moje rodzeństwo do wioski zwycięzców i zadbać o nich, tak aby nigdy niczego nam nie brakowało. 

Resztę drogi, aż na stację przesiedzimy w milczeniu. Przed nami jeszcze długa, droga do przebycia. W końcu miałam chwilę, żeby móc przyjrzeć się bliżej Saimonowi. Był wysokim i wysportowanym chłopakiem, o krótkich brązowych włosach. Jego duże brązowe oczy, przeszywały mnie od środka. Jego prawię idealną twarz psuła rana pod okiem, ciągnąca się aż przez nos. 


______________________________________________________

Komunikaty :

* No to tak, na początek mam nadzieję, że wszelkie zmiany bloga wam się spodobały. Ustawiłam muzykę, mam nadzieję, że ta również przypadła Wam do gustu :) 

* Tak wiem, pewnie nie spodziewaliście się takiego obrotu akcji. Ale doszłam do wniosku, że motyw z rodzeństwem jest już dosyć przereklamowany. Po czym zaczęłam wymyślać nowego bohatera i ten strasznie przypadł mi do gustu i jakoś się tak stało, że został jednym z głównych bohaterów. Chociaż nie ukrywam motyw ze zgłaszaniem się na trybuta, też nie jest nie wiadomo jak oryginalny C;   No, ale w końcu teraz ciężko jest wymyślić coś, co będzie równie oryginalne.

*No koniec, chciałam podziękować za obserwację i komentarze, naprawdę pomagają i zachęcają do działania :)

 

 

 

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 1


Dzisiejszy dzień, czyli dożynki jest jednym z najbardziej wyczekiwanym przeze mnie dni, odkąd ukończyłam dwanaście lat. Dożynki to uroczystość organizowana w każdym dystrykcie. Podczas tego dnia, losowane jest imię chłopaka i dziewczyny (w przedziale wiekowym dwanaście –osiemnaście lat ), którzy zostaną trybutami i wezmą udział w igrzyskach. Za każdy astragal, czyli paczkę z jedzeniem twoje imię pojawia się na kartce i ląduje w kuli, im więcej astragali tym więcej imion w puli i większe szanse, że wylosują akurat ciebie !

Wyskoczyłam z łóżka, wzięłam z komody szarą, długą suknię i grzebień. Opuszczając zagracony pokój, w którym stały trzy metalowe łóżka. Dziewczynek, czyli Kat, Viki i zarazem moje i ostatnie dwa łóżka - Charliego i Phila. Oprócz pryczy w pokoju stała jedna wielka komoda, pomieszczająca nasz drobny dobytek, ubrania, narzędzia i pieniądze, które ukrywam przed Tomem.
Weszłam do dość dużej łazienki, pomieszczającej jedną dużą misę, w której zażywaliśmy kąpiele i mniejszej, w której robiłam pranie. W kącie stało, duże lustro, które optycznie pomieszczało pomieszczenie.
Pobiegłam do kuchni po wiaderko wody i wlałam do mniejszej misy, aby móc umyć włosy. W końcu ubrałam suknię i dokładnie rozczesała włosy, układając je na jeden z boków.
W kuchni skroiłam chleb, w drobne kawałki tak aby starczyło do jutra. Wróciłam do sypialni i obudziłam resztę rodzeństwa. Zagoniłam bliźniaczki do kuchni, żeby spożyły coś przed wyjściem. A sama, zostałam z braćmi w sypialni.
- I jak, choć troszkę się boicie ? - Zapytałam.
- Ja ! Ani trochę, przecież to dla nas szansa. - Powiedział Phil zerkając na mnie, podczas gdy zapinał niebieskoszarą koszulę.
- Może, trochę. Ale przecież mnie znasz, Shirley, cały rok czekałem igrzyska to czas, w którym możemy się wykazać. - Powiedział Charlie, również zapinający koszulę, w kolorze czarnoszarym.
-To szansa pokazania, że nasz dystrykt jest jednym z najlepszych dystryktów. - Dopowiedziałam. - W kuchni czeka was śniadanie, ja idę umyć dziewczynką głowę i pomóc się wyszykować. Nie musicie dzisiaj budzić taty, ja to zrobię. - Powiedziałam. Wchodząc do kuchni Kat i Viki akurat wstawały od stołu, zagarnęłam je do łazienki i każdej po kolej dokładnie wymyłam włosy i pomogłam ułożyć w koki. Bardzo lubiłam je w tej fryzurze, wydawały się takie dorosłe.
Uwielbiam spędzać z, nim czas, potrafimy całe poranki i wieczory siedzieć przed kominkiem i śpiewać piosenki. Dziewczyny bawią się moim długimi włosami, robić przy tym nadzwyczajne fryzury. Śmieją się, że, wtedy przypominam, im Doloris Albus, opiekunkę mojego dystryktu. Pomaga trybutom, przygotować się i przejść trudny okres. Doloris ma niebieskie włosy, zawsze ułożone do góry przypominające nadzwyczajne kształty. Kolejnym opiekunem, mentorem jest Albus Albus. Facet o takim samym imieniu i nazwisku, jego włosy nigdy nie są ułożone. Zawsze przypominają jedną wielki huragan. Albus i Doloris to najdziwniejsza para, jaką, kiedy kol wiek widziano.
Po całkowitym ogarnięciu sytuacji i pomocy siostrzyczką, zebrałam resztki chleba na talerzyk i weszłam po drewnianych schodach na górę. Znajdowało się tam tylko jedno pomieszczenie, pokój Toma. Pozwalał nam tam wchodzić tylko w ważnych sprawach, a jedną z ważnych spraw był posiłek.
- Tom ! - Podeszłam do fotela, gdzie przebudzony dopiero mężczyzna, patrzy na mnie srogim wzrokiem.
- Przyniosłam śniadanie. Za chwilę musimy wychodzić, nie wiem czy może pamiętasz, ale dzisiaj są dożynki. I... wszystko jest już gotowe, twoja koszula leży w łazience razem ze spodniami. - Powiedziałam szybko, pragnąc jak najszybciej opuścić pomieszczenie.
- Ilość wpisów każdego z osobna ? - Zapytał, ciężkim głosem.
- Ja piętnaście, Charlie siedemnaście, a Phil dwadzieścia pięć.
- A dziewczynki ?
- Dziewczynki ?! Mają dopiero pięć lat ! - Powiedziałam z oburzeniem, co to za ojciec, ja się pytam !
- No tak. Idźcie już, spotkamy się na miejscu. Muszę troszkę odpocząć, pracowałem do późna.
- Jeśli picie, nazywasz pracą … - Nie zdążyłam skończyć, Tom chwiejnym krokiem podszedł do mnie, szarpnął mocno i rzucił w stronę wyjścia, zamykając z hukiem drzwi. Obolała zbiegłam na dół, rodzeństwo czekało na mnie w drzwiach. Po drodze na plac sprawiedliwość dużo rozmawialiśmy, co co, by było, gdyby któreś z nas zostało trybutem. Na miejscy jak się spodziewałam, nigdy nie zastaliśmy Toma. A, więc postanowiliśmy od razu przejść do testu tożsamość, czyli badania krwi poprzez drobne ukłucie w palca. Następnie rozeszliśmy się chłopcy na jedną stronę, a dziewczęta na drugą. Wśród ludzi odnalazłam panią Dawson, która przez ten czas może zająć się dziewczętami. Po dłuższej chwili wyczekiwania, dumna jak paw Doloris wraz z Albusem przedstawili nam film prosto z kapitolu. Film co roku był takim, sam w tym roku jednak nie zaprzątałam sobie, nim głowy. Z niecierpliwością wyczekiwałam losowania.
-Najpierw panowie, następnie panie. - Powiedział Albus.
- Ależ, co to za maniery ? Oczyścicie pierwsze powinny być damy. - Skarciła go, - Doloris. Zagrzebała swoją pomarszczoną już dłonią w kuli.
- Trybutem na siedemdziesiątych drugich igrzyskach głodowych jest … - Wielkie napięcie, zresztą jak co roku.
- Shirley Sulivan !
- I Phil Sulivan !- Dodał Albus.


_______________________________________________________

Komunikaty : 

* Wprowadziłam poprawki w zakładce : Bohaterowie. Czyli  rozbudowałam każdy z opisów, postaci.

*  Zapraszam do komentowania, każdy komentarz zachęca do pisania kolejnych rozdziałów. A nie ukrywam, mam bardzo dużo pomysłów. 

* Mam do zareklamowania blog, mojej najlepszej przyjaciółki. Co prawda tematyka inna, ale również opowiadania. Bardzo dobre, opowiadania !

 http://hellomyfanfiction.blogspot.com/




sobota, 7 grudnia 2013

Prolog


Obudził mnie poduch zimnego wiatru, wpadającego przez dużą szczelinę w dachu. Pomimo że nasz dystrykt, dystrykt pierwszy jest jednym z bogatszych to i tak w mojej rodzinie brak nawet pieniędzy, na drobne naprawy.
Ojciec był jednym z miejscowych pijaków, wciąż karany przez strażników pokoju. Pracujących dla Snowa, prezydenta Panem. Ich zadaniem było pilnowanie porządku i dyscypliny w dystryktach. Tom ojciec, Phila, Charliego, Kat, Viki i mnie, Shilry . Najokrutniejszy człowiek na świecie, każący za wszystko, jest w stanie podnieść rękę nawet na swoje dzieci. Matka już dawno od niego uciekła, prawdo podobnie jest właśnie w kapitolu z odciętym językiem i usługującą kapitolczykom. Awoksa, tak ją nazywają. Mam nadzieję, że spotkał ją los tak okrutny , jak nasz, bite przez ojca i poniżane na oczach całej jedynki. Dystryktu, który zajmuje się produkcją luksusowych przedmiotów wyłącznie dla kapitolu. Od małego jesteśmy szkoleni, aby móc zgłosić się na ochotników podczas dożynek. Jesteśmy szkoleni, jak walczyć na arenie, nasze hobby to zabijanie i zadawanie bólu, cierpienia. Zawsze chciałam stać się wielką wojowniczką.
Phil najstarszy, osiemnaście lat, jest równym mnie przeciwnikiem, Charlie piętnaście bojący się nawet własnego cienia, gotów nawet poderżnąć gardło swojemu rodzeństwo podczas drobnej kłótni. Kat i Viki bliźniaczki pięć lat, nie widzą świata poza tatą, który cały czas je każe. Są jeszcze małe i głupiutkie, ale jeszcze je z tego wyciągnę. Wyciągnę całe moje rodzeństwo, a Toma ukażę jeszcze nie wiem jak. Choćbym miała zginąć zabiję drania ! I na końcu ja,
Shilry piętnaście i pół,  wychudzona, szczupła, pragnąca zemsty. Duma z tego, że jestem jaka jestem. Od ważniejsza od starszego brata, pragnąca przerwać tę nie dorzeczność.